przekształcanie rzeczywistości w poszukiwaniu człowieka - mój osobisty teatr.

Blog > Komentarze do wpisu

"jak to? a co z twoimi planami?! reżyserią?..."

z 28 października 2008

Ależ ci studenci to mają ciężkie życie. Ależ ci co pracują mają ciężkie życie. I na emeryturze wcale sobie nie odpoczywają, jeśli dociągną. Czy wszystko musi być takie trudne? Dlaczego by sobie nie ułatwić?

Ale zaraz, oni sami ten los dla siebie wybierają. Chcą czegoś, co wymaga od nich właśnie takiej pracy. Czy mają prawo narzekać? Zwłaszcza, jeżeli udaje im się osiągnąć pożądany rezultat. Nie, nie mogą się skarżyć. Nie mają prawa. Inaczej życie staje się udręką. Nie tylko ich. A jak powiedział Finch Hatton z „Pożegnania z Afryką” narażać się można, póki narażasz tylko siebie.

Teraz, najistotniejszym wielkim pytaniem jest to, czego ja chcę. Postawiona wobec wielu faktów, pozbawiona wpływu na nie, wreszcie tu mam możliwość wyboru. Godzenie się z rzeczywistością zastaną kłóci się z moją naturą i nie uważam w ogóle, abym musiała zgodnie przystawać na to, czego warunków nie miałam możliwości zaakceptować lub odrzucić. Maria na takie deklaracje uśmiecha się pobłażliwie i oceniania je jako infantylne. Tylko dziecko tupnie nóżką, bo mu nie pasuje to czy tamto, ale nikt nie zważa na jego zachowanie, a już na pewno nie zmieni się naturalny i niepowstrzymany bieg rzeczy, tylko dlatego, że komuś się on nie spodobał.

Dobrze, rozumiem. Ale w tym wypadku daję sobie pełne prawo moralne bycia niezadowolonym i manifestowania tego niezadowolenia. Chociaż tyle. Więcej. Ono podtrzymuje we mnie nadzieję, że może kiedyś, choć w najmniejszym stopniu nastąpi jakaś ewolucja i będzie lepiej. Zapewne nie ja, ale już ktoś inny (podkreślam – hipotetycznie) nie odczuje dyskomfortu, jaki dziś irytuje, a nawet blokuje mnie (hamować akurat nie powinien, ale tu przyznaję, że wina jest po mojej stronie – jeszcze od tego nie umiem się uwolnić).

Wracając do kwestii mojego wyboru, on zaatakował mnie trochę z przypadku. Po bardzo ważnym okresie. Nie spodziewałam się takiej rewolucji, nie, żadnych zmian. Zwyczajnie – kilka tygodni pracy – to przecież żadne wydarzenie. Ale rzecz polegała na tym, że w tym czasie żyłam zupełnie odmiennym trybem. Poznałam inny wymiar, o istnieniu którego słyszałam, ale obcy mi i na pozór nieatrakcyjny z góry odrzucałam. Ale niejako zmuszona by go przyjąć, bez alternatywy, na tamten czas w niego wrosłam, nadal nie przewidując nic nadzwyczajnego. Od owego okresu płyną kolejne miesiące. A ja zobaczyłam, że zaczęło mi brakować prostoty, swobodnego tempa, samotności. Powrót do „mojego świata” okazał się przytłaczającym i unieszczęśliwiającym.

Zdałam sobie wtedy sprawę z tego, że właśnie takie życie zaplanowałam, nie dopuszczając innych rozwiązań. I przestraszyłam się. Bo – czy ja go nadal chcę? Wydaje mi się, że nie.

niedziela, 23 listopada 2008, anews

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: qrka, chello089076195054.chello.pl
2008/12/20 16:21:01
to juz nie?
-
2008/12/20 23:59:15
chciałabym to wiedzieć.